Reprezentant Polski na trasie Riberal w Grau Roig zakończył rywalizację w pierwszej dziesiątce. Rekordzista Polski w Speed Ski w przejeździe półfinałowym uzyskał prędkość 178,80 km/h. Dawało mu to siódmą lokatę i dobry punkt wyjścia przed wielkim finałem.

Ten jednak został odwołany z powodu silnego wiatru. Zostały więc zaliczone wyniki z przejazdu półfinałowego. Zakopiańczyk był zadowolony ze swojej postawy ale czuł też pewien niedosyt.

„Miejsce w pierwszej dziesiątce to zawsze dobry wynik. W zeszłym roku zawody ukończyłem na piątym miejscu tym razem jestem siódmy. Prawda jest taka, że nie mieliśmy od samego początku komfortowych warunków do jazdy na pełnej prędkości. W Andorze jestem już tydzień, przyjechałem specjalnie wcześniej a niestety okazji do jazdy miałem bardzo mało. Na początku obfite opady śniegu, miękki śnieg a potem silny wiatr storpedowały plany. To była taka jazda bez trzymanki. Zjazd na chybił trafił. Tak naprawdę dopiero podczas dzisiejszej porannej rywalizacji wyniki w jakiś sposób były przybliżone do prawdziwego stanu rzeczy i do mojej formy. Z kazdym zjazdem było co raz lepiej więc żałuję, że nie odbył się zjazd finałowy bo jestem przekonany, że byłoby jeszcze lepiej” – powiedział Zakopiańczyk, jedyny reprezentant Polski w kategorii Speed One.

Zawody Pucharu Świata wygrał Austriak Klaus Schrotshammer, który pojechał z prędkością 183,35 km/h. Podium uzupełnili włoscy bracia Origone: Ivan z wynikiem 182,32  był drugi a Simone, rekordzista świata w narciarstwie szybkim, trzeci z wynikiem 180,88.

W klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Jędrzej Dobrowolski zajmuje 7 miejsce z 36 punktami. Dzięki zwycięstwu w Andorze za 100 punktów liderem jest Schrotshammer.

Mistrzostwa Świata ze skandalem w tle

W Andorze odbyły się także Mistrzostwa Świata w narciarstwie szybkim. Rywalizacja o światowy prymat prędkosci od piątku była co chwilę przekładana na kolejne dni z powodu złych warunków atmosferycznych. Zawodnicy rywalizowali w skrajnych warunkach a trasa nie pozwalała na bezpieczne przejazdy, czego doświadczył na własnej skórze Jędrzej Dobrowolski.

„Zjeżdżając w półfinale Mistrzostw Świata wjechałem w sporą wyrwę pozostawioną przez zawodnika, który jechał przede mną. Śnieg był miekki więc narta poszła w koleinę i musiałem się ratować, żeby się nie przewrócić. Prędkości na trasie w Andorze nie są zawrotne ale i tak upadek przy 180 nie byłby niczym przyjemnym. Wyratowałem się a do tego nie wiem jakim cudem udało mi sie jeszcze wstrzelić w pomiar prędkości. Miałem 21 miejsce i awans do finału. Czułem, że jadę szybko, smarowanie nart było trafione i gdyby nie przygody to byłoby bardzo dobrze. Czekałem więc pełen nadziei na finał, ale komisja sędziowska, stwierdziła, że trasa jest niebezpieczna i odwołali zawody finałowe. Szkoda, bo na zebraniu z zawodnikami 95 procent osób chciało dalej jeździć ale klamka zapadła. Protest złożyli jeszcze Francuzi i Szwajcarzy ale raczej nic już z tego nie wyniknie. Zresztą dowodem na to, że można było dalej jeździć jest fakt , że od rana dzisiaj, na tej samej trasie jeździliśmy. Widać  komuś bardzo zależało na szybkim rozdaniu medali. Trudno się mówi. Gratulacje dla mistrza świata” – powiedział reprezentant Polski.

A mistrzem świata został Włoch Ivan Origone. Wyprzedził swojego brata Simone, który był mistrzem globu przez ostatnich 5 lat z rzędu. Dla Ivana to pierwszy tytuł w karierze.

W zawodach Grand Valira Andorra 2015 startowało 60 zawodników z 16 krajów. 

Kolejne zawody, w których weźmie udział Jędrzej Dobrowolski to najbardziej prestiżowe wydarzenie Speed Ski na świecie: Speed Master w Vars we Francji. To tam Polak będzie starał się pobić swój rekor 242,261 km/h. To tam w zeszłym roku Simone Origone pobił rekord świata jadąc na nartach 252,454 km/h.

 

B_KSaMPVIAI4g93.jpg-large11011545_659732517465564_8108673887352108960_n-2